Jestem nosicielką wirusa HCV. Zaraziłam się nim w dzieciństwie, w szpitalu. Od dłuższego czasu aktywność wirusa w moim organizmie pozostaje na niskim poziomie, enzymy wątrobowe nie są bardzo podwyższone. Zdecydowaliśmy się więc z mężem na dziecko. Bardzo się baliśmy, że ulegnie ono zakażeniu w ciąży, ale tak strasznie pragnęliśmy potomstwa. Urodziłam siłami natury.
Kiedy wreszcie (po prawie 15 godzinach) urodziłam dziecko i je ujrzałam, zamiast radości odczułam przerażenie. Synek miał na głowie guza! Od razu myślałam o najgorszym. Mąż, obecny przy porodzie, również był zdezorientowany. Nie mogłam skupić się na wydalaniu łożyska, tak bardzo się bałam, że nasze dziecko jest chore.
Mam dwoje dzieci. Pierwsze urodziłam siłami natury, drugie cięciem cesarskim (przedwczesne odklejenie łożyska). Jeśli kiedykolwiek jeszcze przyjdzie mi rodzić, to tylko naturalnie! Przy normalnym porodzie ból jest trudny do zniesienia, ale po tych paru ciężkich godzinach mija i pozostaje tylko szczęście z dzidziusiem.
Do porodu nie byłam zbyt dobrze przygotowana. Nie chodziłam na zajęcia w szkole rodzenia, poczytałam jedynie trochę artykułów w Internecie – myślałam, że to wystarczy, że jakoś będzie. Ale kiedy przyszły pierwsze skurcze i ból im towarzyszący... czułam się fatalnie! Wydawało mi się, że nie podołam, a jednocześnie bałam się znieczulenia.
Rodziłam dwa razy. Raz „tradycyjnie”, czyli na łóżku porodowym, a drugi raz w pozycji pionowej, na stojąco. Nie planowałam tego, ale gdy rozwarcie było już pełne, czułam, że jeśli się położę, to umrę z bólu. Za pierwszym razem poród trwał 2 godziny, za drugim niecałe pół (drugi okres). I dużo mniej bolało!
Wczoraj kochałam się z chłopakiem i miałam dni płodne. Na początku nie byliśmy zabezpieczeni, ale potem mój chłopak założył prezerwatywę. Boję się, że mogę być w ciąży.
Będąc jeszcze w ciąży, zakładałam, że urodzę naturalnie – czyli drogami i siłami natury, bez znieczulenia ani tym bardziej nie przez cesarkę. Kiedy jednak zaczęły się skurcze porodowe, ból okazał się paraliżujący. Rzeczywiście I okres porodu to ciężka sprawa. Jadąc do szpitala, w razie czego wzięliśmy z mężem dodatkowe pieniądze na ewentualne znieczulenie.
Pół roku temu urodziłam przez cesarskie cięcie. O tym, że nie będę mogła urodzić normalnie, wiedziałam już wcześniej – dziecko było w położeniu miednicowym.
Przed zajściem w ciążę byłam bardzo aktywna fizycznie – codziennie biegałam, dużo chodziłam. Będąc w ciąży, również starałam się ruszać – głównie spacerowałam, chodziłam na basen. Dzięki temu utrzymałam prawidłową wagę i czułam się bardo dobrze. Bałam się, że po porodzie aktywność fizyczna będzie niemożliwa, ale myliłam się!
Ostatnio wiele się mówi o tzw. porodzie rodzinnym. Idea jest piękna – oboje rodzice „rodzą” razem, mąż wspiera żonę w trudnych chwilach, przypomina o prawidłowym oddychaniu itd. Bardzo chciałam, żeby mój mąż był przy mnie, kiedy rodził się nasz synek. Teraz jednak żałuję mojego wyboru!