- abcporod.pl
- Historie Użytkowników
- Poród rodzinny
Poród rodzinny
Ostatnio wiele się mówi o tzw. porodzie rodzinnym. Idea jest piękna – oboje rodzice „rodzą” razem, mąż wspiera żonę w trudnych chwilach, przypomina o prawidłowym oddychaniu itd. Bardzo chciałam, żeby mój mąż był przy mnie, kiedy rodził się nasz synek. Teraz jednak żałuję mojego wyboru! Mąż od początku nie był zbyt chętny, ja jednak uparłam się. Efekt był, delikatnie mówiąc, nie najlepszy – przez cały czas stał obok mnie blady jak ściana, w jego oczach widziałam przerażenie. Zamiast on mnie – to ja musiałam go wspierać. Bałam się, że zemdleje, do czego mało nie doszło w II okresie. Kiedy rodziłam łożysko, musiał wyjść, ponieważ nie był w stanie znieść widoku krwi i tego, co ze mnie wychodziło. Po porodzie przez kilka tygodni czuł do mnie wstręt! Teraz, po pół roku, wszystko jest już między nami w porządku, ale wolałabym, żebyśmy nie mieli za sobą takiego doświadczenia!







Rzeczywiście, idea porodu rodzinnego jest piękna i w wielu przypadkach się sprawdza – wspólne przeżycie narodzin dziecka pomaga rodzącej, spaja związek i daje wspaniałe wspomnienia. Jednakże nierzadko mężczyźni nie są w stanie podołać wyzwaniu, jakim jest wspieranie żony w tych trudnych chwilach. Widok spoconej małżonki, z grymasem bólu na twarzy, strach o dziecko – to wszystko sprawia, że czują się oni bezradni i przerażeni. Takie uczucia są dla mężczyzny wyjątkowo niekomfortowe – w końcu zwykle to on jest tym silniejszym fizycznie i psychicznie elementem związku. Nieprzyjemne wrażenia mogą też wywołać negatywny efekt psychologiczny – potrzebę zdystansowania się do żony, co jest oczywiście bardzo niekorzystne, szczególnie w tym ważnym okresie pierwszych tygodni życia dziecka... Widać nie bez powodu jeszcze kilkadziesiąt lat temu mężczyzna nie miał wstępu do pokoju, w którym rodziła żona, musząc w nerwach czekać pod drzwiami. Podsumowując: najważniejsze jest dobre porozumienie pomiędzy małżonkami – należy zawczasu omówić kwestię obecności męża przy porodzie. Jeśli nie jest on entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu, lepiej nie nalegać.
Też bym chciała żeby mój przyszły mąż był przy porodzie,ale okropnie się tego boję.
Mój mąż bardzo chce być przy narodzinach dziecka... Tylko stosunki między nami bardzo się różnią niż u Państwa. On nawet jak cała spocona, brudna i zmęczona wracałam z pracy mówił mi, że jestem piękna i przytulał się (mimo, że to dla mnie był pewien dyskomfort estetyczny). Widok krwi wogóle go nie rusza i wiem, że wszystko będzie dobrze. Nie będę się źle do tego nastawiała, bo z takim nastawieniem na pewno wszystko pójdzie inaczej niż bym chciała. Życzę wszystkim przyszłym mamom, by mogły liczyć na wsparcie swojego męża :) Serdecznie pozdrawiam.
Mój mąż BYŁ przy narodzinach dziecka, wspierał mnie bardzo i uważam, że bez niego bym sobie nie poradziła. Był opanowany, myślał trzeźwo i przypominał o oddychaniu lub podawał wodę do picia. Radziliśmy sobie razem na tyle dobrze, że położna przychodziła dosłownie raz na godzinę, żeby sprawdzić, na jakim jesteśmy etapie. Widok krwi? Przy porodzie to raczej normalne więc nie wiem czemu tu się dziwić lub bać. Również nie doświadczyłam czegoś takiego jak wstręt do mnie ze strony męża. Raczej odwrotnie, to ja brzydziłam się sobą i dziwiłam się, jak mąż może jeszcze na mnie patrzeć. A on już dwa tygodnie po porodzie zapytał, kiedy znowu będziemy mogli się kochać:) Z jednej strony, jeśli facet nie chce, nie należy go zmuszać. Z drugiej, trzeba go oswajać z tym tematem już od pierwszych dni ciąży! W końcu Ty nie możesz "opuścić" swojego porodu i powiedzieć, że nie chcesz rodzić, nie masz wyboru! Więc czemu on miałby nie być przy Tobie w tak ważnym momencie? Poza tym z doświadczenia wiem,że sytuacje są różne i czasami przydaje się ktoś,kto w razie komplikacji zdecyduje co z matką lub dzieckiem zrobić albo dowie się o stan dziecka (np. wcześniaka). Rozmawiajcie o tym dużo, na pewno pomoże mu fakt, że wspomnisz również o swoim strachu przed porodem i bólem, jaki Cię czeka. Powodzenia!
Dodaj nowy komentarz